Elektryczna komunikacja uratuje polskie miasta? „Przyszłością są rowery i autobusy na prąd”

Elektryczna komunikacja uratuje polskie miasta? „Przyszłością są rowery i autobusy na prąd”

Samochody elektryczne mają swoich zwolenników i przeciwników. Nie emitują bezpośrednio spalin, są ciche i tańsze w eksploatacji od aut spalinowych. Niektórzy uważają, że ciche przemieszczanie się po mieście może stanowić zagrożenie dla pieszych lub rowerzystów. Same akumulatory ze względów na używane materiały oraz substancje, nie są bezpieczne dla środowiska. Zarówno w procesie produkcji jak i utylizacji. Praktyczne zastosowanie elektrycznych samochodów zostawia jak na razie wiele do życzenia. Mały zasięg na jednym ładowaniu, brak infrastruktury stacji ładujących oraz sama cena takiego pojazdu sugerują, że jest to pieśń przyszłości.
Aby pojazdy elektryczne były w pełni przyjazne dla ludzi i środowiska (oprócz użytych materiałów i sposobu produkcji), wymagają pozyskiwania energii ze źródeł odnawialnych. W Polsce jak na razie jest to niestety równie odległy temat co sama popularność aut elektrycznych.
Pojazdy nie emitujące spalin (zero emission vehicle) są w pewnym stopniu odpowiedzią na zanieczyszczenie powietrza w miastach. Nie rozwiązują jednak problemów komunikacyjnych gdyż nadal zajmują dużą powierzchnię (około 7m2) w stosunku do ilości przewożonych osób. Mogą być jednak przydatne jeśli są używane rozsądnie i wydajnie.
Z pewnością dobrym rozwiązaniem jest komunikacja zbiorowa napędzana energią elektryczną. Już od dziesiątek lat w wielu polskich miastach mamy takie rozwiązania. Są nimi tramwaje. Jeżeli część połączeń uzupełni się elektrycznymi autobusami to można uzyskać transport publiczny jeszcze bardziej przyjazny dla mieszkańców miasta oraz środowiska.
Autobusy elektryczne mają szansę się spopularyzować w ciągu 10 lat. Samochody zapewne potrzebują dużo więcej. Przemysł motoryzacyjny oraz paliwowy jak na razie nie ma interesu w odchodzeniu od ropy.
Żeby powietrze w mieście było czystsze a miasto nie było zakorkowane wystarczy mądrze wykorzystywać obecnie istniejące środki lokomocji. Transport zbiorowy oraz rowerowy. Jeśli jazda autem to według zasady carpoolingu czyli zabieramy kilku pasażerów. Na elektryfikację czterech kółek jeszcze nam przyjdzie poczekać.

olskie miasta zaczynają zachęcać do korzystania z pojazdów elektrycznych. Władze Wrocławia przeznaczyły 200 tys. zł na dofinansowanie budowy stacji zasilania dla tych pojazdów. Od kwietnia posiadacze samochodów elektrycznych mogą za darmo parkować w strefie płatnego parkowania w Katowicach. Czy to zmieni nasze metropolie? – Warto wykorzystać prąd w transporcie miejskim. Ale w autobusach i rowerach – przekonuje ekspert od komunikacji. To także szansa dla polskiego przemysłu.
Ile samochodów elektrycznych jeździ dziś w Polsce? Dokładnie nie wiadomo. Raczej nie więcej niż 200. W latach 2011-12 w Centralnej Ewidencji Pojazdów i Kierowców zarejestrowano 70 nowych pojazdów na prąd. Dla porównania – w Niemczech kupiono w tym czasie 2,4 tys. aut elektrycznych z Japonii. W Polsce samochody na prąd kupują głównie firmy jako element działań marketingowych, np. jedna z korporacji taksówkowych oferuje podróż takim pojazdem. Do Polski sprowadzane są też używane auta elektryczne, przerabia się też samochody na benzynę.

Dlaczego popularność samochodów elektrycznych nie rośnie u nas równie szybko jak w zachodniej Europie? Barierą jest wysoka cena (150-200 tys. zł) oraz ich krótki zasięg: od 120 km latem do 80 km zimą. Przez to nadają się niemal tylko do jazdy po dużych miastach. Bo głównie w nich znajduje się ok. setki stacji ładowania pojazdów. Są zlokalizowane przy biurowcach, centrach handlowych i hotelach.

– Masowe użycie samochodów elektrycznych poprawiłoby środowisko miejskie. Zredukowałoby hałas, bo to niezwykle ciche pojazdy. Zmniejszyłoby też miejscową emisję spalin, bo nie emitują one dwutlenku węgla. Ale samochody elektryczne są równie duże jak te na benzynę. To problem – tłumaczy dr Michał Beim, ekspert od transportu z Instytutu Sobieskiego. – Im więcej przestrzeni w miastach zajmują auta, tym gorzej żyje się ludziom. Bo to miejsce nie jest przeznaczane na atrakcyjne przestrzenie publiczne, na chodniki czy drogi rowerowe – wyjaśnia.

Najwięcej kierowcom samochodów elektrycznych obiecał Kraków, który ma wielkie problemy z zanieczyszczeniem powietrza i smogiem. Posiadacze aut na prąd mieli tam cieszyć się darmowym parkowaniem oraz możliwością jazdy po buspasach i wjeżdżania do stref wyłączonych z ruchu, np. na Rynek. Te pomysły wzbudziły jednak protesty pasażerów komunikacji miejskiej, pieszych i rowerzystów. Argumentowali, że wpuszczenie elektrycznych aut na pasy dla autobusów spowolni komunikację miejską, a ich wjazd do strefy wyłączonych z ruchu zmniejszy komfort spacerowiczów. W Krakowie na razie skończyło się na zapowiedziach.

więcej: wyborcza.pl