Kominek albo zdrowie
Ilustracja: Krysztof Lis
Licencja ilustracji: Creative Commons LicenseUznanie autorstwa 3.0 Polska (CC BY 3.0 PL)

Kominek albo zdrowie

Zakaz używania paliw stałych w Krakowie wzbudzi protesty. Ale unikając jego uchwalenia radni sejmiku wojewódzkiego biorą na siebie odpowiedzialność za katastrofalny stan zdrowia krakowian.

Małgorzata Małochleb
Michał Olszewski

Decyzję Zarządu województwa małopolskiego, który nie przyjął projektu uchwały o zakazie palenia paliwami stałymi, część małopolskich radnych przyjęła z satysfakcją. I trudno się dziwić. Dyskusja o powietrzu była łatwa i przyjemna na poziomie ogólników: wszyscy przecież zgadzamy się, że oddychanie w Krakowie bywa czynnością groźną dla zdrowia. Zejście na poziom konkretnych rozwiązań wywołało jednak odruchy obronne i chęć odepchnięcia koniecznej decyzji w możliwie najdalszą przyszłość. Oznacza to najpewniej, że przed nami kolejne trudne sezony zimowe, sezony, w trakcie których utrzymane zostanie trujące status quo, a na drzwiach przedszkoli pojawiać się będą uprzejme prośby o unikanie spacerów. Debata przeciągnie się poza kolejne wybory samorządowe, mimo że właściwie wszystko wiemy. Wiemy, że za zły stan powietrza w mieście odpowiada przede wszystkim niska emisja. Wiemy, że stan zdrowia krakowian jest fatalny, a słynny „krakowski nos” to nie wymysł przewrażliwionych laryngologów, tylko masowa przypadłość. Znamy porażające wskaźniki pyłu zawieszonego i benzoalfapirenu.

Dopóki skupialiśmy się na węglu i jego szkodliwości, kontrowersji nie było. Można było nawet odnieść wrażenie, że krakowianie oraz reprezentujący ich politycy oswoili się z myślą o zakazie używania tego paliwa. Języczkiem uwagi i rzeczywistą przyczyną opóźnienia prac nad jedną z najważniejszych dla województwa uchwał ostatnich lat, stała się kwestia drewna i kominków. Zbyt restrykcyjny, absurdalny, bezsensowny – za taki został uznany zakaz palenia drewnem.

Jak wyglądają fakty?

Ta słynna londyńska mgła

Kraków jest obecnie wyjątkiem na skalę europejską, jeśli chodzi o jakość powietrza, ale przekonanie, że grupa szaleńców próbuje przeprowadzić w nim groźny dla społeczności eksperyment, mija się z prawdą. Wystarczy przypomnieć, że efektem katastrofalnego smogu, jaki przydusił Londyn na przełomie jesieni i zimy 1952, powodując 12 tys. zgonów, był zakaz używania paliw stałych przez mieszkańców. Wielka Brytania wprowadziła aż trzy ustawy o czystości powietrza, penalizując dym z komina, jeżeli znajduje się on w strefie kontrolowanej emisji spalin. W efekcie udało się znacząco poprawić jakość powietrza w wielu miastach Wielkiej Brytanii. Podobne rozwiązania obowiązują w Dublinie, gdzie w 1990 r. wprowadzono zakaz reklamowania, sprzedaży i dystrybucji węgla bitumicznego. Nie dość tego – w 2012 r. zakaz rozszerzono na inne rodzaje węgla dymiącego, dopuszczając wyłącznie spalanie tzw. węgla bezdymnego. Dlaczego to, co według krakowskiego radnego sejmiku PO Kazimierza Czekaja, niegroźne, a nawet ekologiczne, zostało już dawno temu objęte zakazem w innych krajach? Dane z raportu, sporządzonego na zlecenie urzędu marszałkowskiego przez firmę Atmoterm nie pozostawiają wątpliwości: porównanie emisyjności drewna i węgla wypada zdecydowanie na niekorzyść tego pierwszego. Drewno odpowiada za emisję 695 g pyłu PM 10 na 1 GJ, węgiel tzw. grubych i średnich sortymentów – 404. Niemal identyczną różnicę widać w emisji pyłu PM 2,5, emisja rakotwórczego benzoalfapirenu jest niemal tak samo duża w obu przypadkach. Szkoda, że radny Czekaj nie zadał sobie trudu choćby pobieżnego przewertowania sporządzonego między innymi na jego potrzeby raportu – gdyby tak się stało, nie wprowadzałby opinii publicznej w błąd.

Przy tej okazji można postawić jednak pytanie, za jaki procent emisji w Krakowie odpowiedzialne jest spalanie drewna. Gdyby procent emisji był rzeczywiście znikomy nie trzeba byłoby poruszać tak drażliwego tematu. Przygotowując swój raport Atmoterm zbierał informacje w składach opału, analizował dane dotyczące sprzedaży kominków a nawet rynek sprzedaży domów jednorodzinnych, przyjrzał się też obszarom zabudowy jednorodzinnej. Wyniki są zaskakujące: drewno odpowiada zaledwie za 2 proc. produkcji energii w Krakowie, ale przekłada się to na ok. 9 proc. emisji pyłu PM10.

Argumentacja obrońców drewna kominkowego traci w obliczu tych danych swoją siłę. Dane Atmotermu pokazują, że śladowe w gruncie rzeczy spalanie drewna przekłada się na bardzo znaczący udział w zanieczyszczeniu powietrza.

Za smog odpowiadamy wszyscy
Wyobraźmy sobie jednak, co stanie się, jeśli zarząd województwa ulegnie i przedstawi uchwałę, którą w największym skrócie da się przedstawić następująco: węgiel–nie, drewno–tak. Konsekwencje wydają się oczywiste. Ci, którzy dziś palą węglem, zadeklarują oczywiście, że używają wyłącznie drewna. Zweryfikowanie, czy mówią prawdę, czy też oszukują, jest w praktyce niewykonalne. Nie zbudujemy w Krakowie policji smogowej, ani też nie zobowiążemy straży miejskiej do regularnej kontroli ok. 60 tys. palenisk.
Za wprowadzeniem zakazu przemawia okoliczność jeszcze innej natury. Jaki efekt społeczny spowodowałby zakaz ograniczony do węgla i ciężkiego oleju opałowego? Okazałoby się, że cały ciężar walki z krakowskim smogiem zostaje zrzucony na barki właścicieli pieców węglowych. W obliczu przedstawionych powyżej statystyk byłaby to oczywista niesprawiedliwość. Nie ma bowiem znaczenia, jaki procent niskiej emisji jest efektem spalania drewna, a jaki – węgla. Znaczenie powinna mieć konfrontacja innego rodzaju, zestawiająca Kowalskiego, który opala swój dom węglem, z sąsiadem – właścicielem kominka. Okaże się wówczas, że trują obaj, ale odpowiedzialnością obarczony zostaje jedynie ten pierwszy. A przecież za smog odpowiedzialni są nie tylko mieszkańcy starych kamienic, ale też ci, którzy uważają, że drewno jest ekologicznym źródłem ciepła.

Jedyne rozwiązanie
Chybionych argumentów w krytyce zakazu palenia drewnem jest więcej: trudno uznać za poważny apel, że najpierw powinniśmy zająć się innymi sprawami, takimi jak ograniczenie ruchu samochodowego w centrum. To świetny pomysł, a środowiska ekologiczne Krakowa mówią o nim od lat. Po pierwsze jednak, komunikacja nie odpowiada w tak wielkim stopniu za niską emisję jak domowe paleniska. Po drugie, nic nie stoi na przeszkodzie, by działać na dwóch frontach jednocześnie.

Czy powinniśmy walczyć z paleniem śmieci? Oczywiście, że tak. W jaki jednak sposób miałaby taka walka wyglądać, skoro nie ma i nie będzie skutecznej kontroli domowych palenisk? Zakaz używania paliw stałych, dodajmy na marginesie, problem palenia śmieci znosi w sposób ostateczny.

Nie ma też zbytniego sensu przekonywanie, że mieszkańcy Krakowa będą dyskryminowani, ponieważ ich sąsiedzi z Zielonek czy Mogilan będą mogli nadal bez przeszkód palić w piecach czym popadnie. Są w województwie miasta i wsie, do których w sezonie grzewczym lepiej nie wjeżdżać, nie dlatego jednak, że ich mieszkańcy klepią biedę, w związku z czym palą butelkami i gumą, ale dlatego, że przyzwyczaili się do wrzucania wszystkiego do pieca. Czy to jest miara, jaką chcemy przykładać do podobno oświeconego i świadomego ekologicznych zagrożeń Krakowa? Jeśli mieszkańcy małopolskich gmin nie widzą związku pomiędzy smogiem a swoim stanem zdrowia, trzeba im to uświadomić dobrym przykładem. Krakowskie rozwiązanie może podziałać też mobilizująco na lokalne władze w innych częściach kraju.

Całkowity zakaz jest, nie ma powodu tego ukrywać, rozwiązaniem mocnym. Nie ma w nim furtek i wyjść awaryjnych, z przyczyn, o których napisaliśmy wcześniej. Oczywiście, ta uchwała ma sens wyłącznie pod warunkiem, że towarzyszyć będzie jej okres przejściowy oraz model finansowania rodzin o najniższych dochodach, a zobowiązanych do wymiany źródła ogrzewania.

To zadanie trudne, ale wykonalne. Więcej, jest to zadanie konieczne. Bez jasnych decyzji skazujemy się bowiem na kolejne sezony grzewcze, w trakcie których zwykły spacer urasta do rangi sportu ekstremalnego.

***

Małgorzata Małochleb – Związek Stowarzyszeń Polska Zielona Sieć, zajmuje się m.in. edukacja ekologiczną i polityką zrównoważonego transportu w Krakowie

Michał Olszewski – rzecznik prasowy fundacji ClientEarth, współpracującej z krakowskim magistratem i Małopolskim Urzędem Marszałkowskim przy tworzeniu uchwały o zakazie używania paliw stałych.

***

Artykuł został opublikowany na łamach Gazety Wyborczej w dn. 20.08.2013

Czyste powietrze dla Krakowa to priorytet, do osiągnięcia, którego dążę zarówno w życiu prywatnym, jak i zawodowym.