Miejscy aktywiści, czyli kto i o co walczy w Krakowie

Miejscy aktywiści, czyli kto i o co walczy w Krakowie

Jeśli chcesz zmian to weź sprawę w swoje ręce. Nie ma co liczyć na polityków i urzędników. Pierwsi działają przeważnie na pokaz i to w dodatku tylko w okresie wyborczym. Drudzy nie maja zamiaru zawracać sobie głowy „głupotami” i w dodatku wchodzić w możliwy konflikt.
W Krakowie działa całkiem spora grupa ludzi zaangażowanych w życie miasta oraz ochronę środowiska. W aktywistach tkwi ogromna siła i potencjał. Nie mają ze swych działań korzyści finansowych. Motywacją jest walka o słuszną sprawę. W czasach gdzie korporacje i bankierzy mają olbrzymie wpływy i zasięg, tylko bezstronni mieszkańcy mogą coś wskórać. Potrzebna jest determinacja i wiara w możliwość dokonania zmiany.
Środowisko naturalne nie ma takich środków jak firmy paliwowe czy nawet deweloperskie. Może liczyć tylko na mieszkańców, którym nie jest wszystko jedno. Pamiętajmy, że w kupie siła. Czego dobitnym dowodem był w Krakowie marsz przeciwko ACTA lub akcja Krakowskiego Alarmu Smogowego. Walka o wolność, czyste środowisko i prawdę to najwyższe wartości jakie nam pozostały w konsumpcjonistycznym społeczeństwie.
Bardzo dobrze, że aktywizm znowu staje się popularny i atrakcyjny. Każde czasy miały swoich walczących o coś. Chociaż podobno żyjemy w państwie demokratycznym to nadal jest o co walczyć. Samo pójście na wybory nie wystarcza.

Z blokowaniem dróg i działaczami-pieniaczami nie mają nic wspólnego. Dzisiejsi aktywiści miejscy to ludzie, którzy naprawdę zmieniają Kraków i mają z tego fun.
– Nie jestem żadnym ekologiem. Nie jestem przeciwnikiem samochodów, mam własny. Jeżdżę też skuterem. Ale rower to najszybszy i najskuteczniejszy sposób poruszania się po mieście, a ja mam pragmatyczne podejście do życia – mówi Paweł Chlebicki, 30-letni architekt.

Ale na studiach, kiedy przygotowywał jakiś projekt, na przykład muzeum, zamiast 500 miejsc parkingowych rysował tylko kilkanaście – dla pracowników i niepełnosprawnych. Nie wszystkim to się podobało. – Ale ja mam świadomość, ile miejsca w przestrzeni publicznej zajmują samochody. I ile rodzą problemów – dodaje Chlebicki, który kilka lat temu zaangażował się w ruch Kraków Miastem Rowerów, a potem w Projekt: Nowa Krupnicza.

Kreatywna zmiana

Wrzesień 2011. Ulica Krupnicza na jeden dzień z parkingu staje się deptakiem. Znikają z niej samochody, pojawiają się za to krzesła, fotele, donice, stoliki. Środkiem jeżdżą rowerzyści, na zielonych matach rozłożonych na chodnikach barwny tłum. W kawiarnianych ogródkach studenci popijają piwo, a właściciele lokali wychodzą do swych gości. Tak było podczas Happening Park(ing) Day, zorganizowanego przez ruch Kraków Miastem Rowerów. – Nasz Projekt: Nowa Krupnicza nie zrodził się ściśle z buntu i niezgody. Raczej z chęci pozytywnej, kreatywnej zmiany. To był proces, nie protest – mówi Chlebicki.

Rok później miejski Zarząd Infrastruktury Komunalnej i Transportu przekształcił część tej ulicy w strefę głównie dla pieszych i rowerzystów. Chlebicki podkreśla jednak, że akcja rowerzystów była tylko impulsem. Z czasem dołączyły do niej inne inicjatywy miejskie. Dzięki wspólnemu działaniu udało się wywrzeć presję na urzędnikach, którzy dziś z powagą analizują projekt ciągu: Krupnicza – Czysta – Dolnych Młynów jako ulic deptaków (pisaliśmy o tym szerzej w „MK” 19 kwietnia br.).

– Na Krupniczej mieszkańcy i działający tu przedsiębiorcy mieli ideę, architekci i urbaniści przełożyli ją na konkretny projekt, studentka architektury zieleni jako pracę studencką stworzyła wizualizację „Krupniczej dla ludzi”. Dziś aktywiści mają wiedzę, doświadczenie, potrafią rozmawiać z urzędnikami i forsować swoje racje. Zaplecze merytoryczne to pierwszy i najważniejszy punkt działania ruchów miejskich. Bez niego nawet najlepszy pomysł umiera – mówi Chlebicki.

Moje miasto to ja

Takiego pozytywnego fermentu w Krakowie nie było chyba nigdy wcześniej – zgodnie uważają aktywiści miejscy. Wśród nich są i studenci, i naukowcy, biznesmeni, urzędnicy, artyści. Wyliczać można by długo. Jedni bronią przed zabudową zielone przestrzenie, inni próbują integrować mieszkańców swej ulicy. Poszczególne inicjatywy tworzą wspólne koalicje na rzecz konkretnych projektów, np. Nowej Mogilskiej czy Krupniczej. Mnóstwo jest też inicjatyw ekologicznych, a także tych związanych ze zdrową żywnością – świadczą o tym m.in. targi produktów regionalnych czy kooperatywy spożywcze zajmujące się zakupami żywności w ekogospodarstwach. Są rowerowe masy krytyczne i ostatnio również wodne masy krytyczne, mające przywrócić krakowianom prawo do Wisły, bo na razie korzystają z niej głównie turyści kupujący drogie bilety na rejsy wycieczkowe.

– Aktywizm miejski stał się zjawiskiem modnym w pozytywnym znaczeniu – mówi socjolog Paweł Kubicki, który (wraz z Marcinem Galentem) jest twórcą pojęcia „nowi mieszczanie”. Tak określa ludzi, dla których podstawą tożsamości jest identyfikacja z miastem, w którym żyją. Ci nowi mieszczanie nie tylko korzystają z wszystkiego, co oferuje kultura miejska, ale też aktywnie walczą o jakość życia w mieście.

Tę identyfikację z miastem czuje też Paweł Chlebicki. – Dziś młodzi ludzie chcą być w mieście. Coraz rzadziej marzymy o domu za miastem, bo to się wiąże z traceniem czasu w samochodzie na dojazd. A ten czas można wykorzystać, leżąc w parku na kocu. Ale to wymaga zadbania o tę przestrzeń. Jeśli chcemy tu być, to stajemy się za to odpowiedzialni. Chcemy, by miasto było przyjazne? To musimy się o nie zatroszczyć – tłumaczy.

Albo się wyprowadzamy, albo działamy

Styczeń 2013. Puste wózki dziecięce z hasłami „Jaś, trzy miesiące. Z powodu smogu nie wychodzi z domu od urodzenia”, „Marta, dwa lata. Ostatni raz była na spacerze dwa miesiące temu”. Pluszowe misie z zaklejonymi ustami, ludzie z maskami na twarzach, transparenty. Tak aktywiści z Krakowskiego Alarmu Smogowego rozpoczęli w najbardziej zanieczyszczonym mieście w Polsce akcję antysmogową. I wywołali burzę. Na marsz przyszło kilkuset mieszkańców. Potem była kampania billboardowa, która mocno zirytowała prezydenta Jacka Majchrowskiego. Zaraz potem jednak wydał apel do władz wojewódzkich o wprowadzenie zakazu stosowania pieców węglowych w domach, najbardziej zanieczyszczających powietrze. Realnie taki zakaz może wejść w życie dopiero za kilka lat, ale już teraz okazało się, że da się znaleźć duże pieniądze na wymianę piecyków.

Skąd właściwie wziął się Krakowski Alarm Smogowy? Ano wziął się ze złości. – Z irytacji i poczucia bezsilności – mówi założycielka KAS Ewa Lutomska, drobna brunetka, mama dwójki dzieci. Podkreśla, że nigdy wcześniej nie myślała o zostaniu aktywistką miejską. – Smog był jednak dyżurnym tematem podczas spotkań ze znajomymi, zwłaszcza że jeden z nas, Andrzej Guła [współzałożyciel KAS – przyp. red.], jest specjalistą ds. ochrony środowiska. Często ostrzegał nas, że zanieczyszczenie powietrza znów przekracza normy, co szczególnie źle wpływa na nasze dzieci. Z każdym takim sygnałem rosło w nas to poczucie bezsilności: bo od trzech lat w zimie nie mogę otworzyć okna, bo sąsiad wentyluje mnie swoimi śmieciami – opowiada Ewa. Czara goryczy została przelana, gdy urząd marszałkowski ogłosił, że rozwiązanie problemu nastąpi w 2023 roku. Wtedy stwierdziliśmy: albo się wyprowadzamy z Krakowa, albo działamy – opowiada Ewa. Wybrali działanie.

Najpierw założyli profil na Facebooku – bez tego nie istnieje dziś żaden ruch obywatelski. Szybko rosła liczba „lajków”, wokół problemu zrobiło się głośno. Tak głośno, że tego roku urzędnicy nie zapomnieli o smogu wraz z końcem zimy, lecz wciąż szukają rozwiązania problemu.

W czym tkwi sukces KAS? – Cel, pomysł i ekspert. Dzięki temu, że wśród nas jest ktoś, kto zna się na temacie zanieczyszczenia, stajemy się dla władz samorządowych partnerami do rozmowy. Nasze argumenty są brane pod uwagę, nie jesteśmy traktowani jak grupa wariatów, która próbuje zrobić wokół siebie szum – mówi Lutomska, którą KAS pochłonął całkowicie. Każdego dnia sprawdza poziomy zanieczyszczeń, aktualizuje profil na FB, opracowuje nowe kampanie, sprawdza, jak z problemem radzą sobie na świecie.

Dołącz!

Na Facebooku roi się od grup związanych z miastem oraz od miejskich wydarzeń: można podpisać petycję w sprawie zabudowy parku, dołączyć do grupy sprzeciwiającej się zabetonowaniu działki przy Krupniczej czy przyjść na konsultacje społeczne dotyczące infrastruktury rowerowej w Nowej Hucie… I coraz więcej osób klika „dołącz”!

więcej: gazeta.pl