Jak Dublin wygrał ze smogiem. Wywiad z prof. Patrickiem Goodmanem

Jak Dublin wygrał ze smogiem. Wywiad z prof. Patrickiem Goodmanem

Mieszkańcy stolicy Irlandii oddychali trzy dekady temu o wiele gorszym powietrzem niż krakowianie dzisiaj. Dublińczykom udało się jednak ze smogiem wygrać. Jak? Wprowadzając zakaz sprzedaży węgla na terenie miasta.

Kraków nie jest pierwszym miastem, które postanowiło wyeliminować piece węglowe. Wcześniej zrobiły to m.in. Londyn i Dublin. Jak udało się zmienić Dublin, który jeszcze w latach 80. XX wieku notował bardzo wysokie stężenia pyłów – jedne z najwyższych w Europie – a dziś jest jedną z najczystszych stolic Starego Kontynentu? O tym opowiada prof. Patrick Goodman, który przyjechał do Krakowa na zaproszenie Polskiej Zielonej Sieci na wtorkową konferencję „Krakowskie Powietrze dziś i jutro”.

Dominika Wantuch: Dusi się pan w Krakowie?

Prof. Patrick Goodman*: Dziś jest troszkę lepiej, ale w niedzielę w nocy – tuż po przyjeździe – rzeczywiście czułem unoszące się w powietrzu zanieczyszczenia. Choć pod tym względem mam gorsze doświadczenia niż te z Krakowa.

Doświadczenia z Dublina?

– Tak. Przed 1990 rokiem w Dublinie mieliśmy stężenia pyłów dochodzące do 2 tysięcy mikrogramów. To była inna metoda mierzenia niż dzisiaj, więc nie można tych liczb bezpośrednio porównywać z danymi, jakie otrzymujemy obecnie. W latach 80. mieliśmy okresy, gdy ówczesne normy Unii Europejskiej przekroczone były ośmiokrotnie. Smog było widać.

W Krakowie mamy ok. 30 tysięcy pieców, które są uznawane za głównego winowajcę smogu. Co było przyczyną dublińskiego smogu?

– W latach 70. XX w. kryzys naftowy spowodował, że ludzie nie mogli pozwolić sobie na ekologiczne ogrzewanie olejowe. Rząd zaczął więc dopłacać do pieców węglowych, które były prymitywne. Ich emisyjność była bardzo wysoka. W 1983 roku w Dublinie 100 proc. budynków komunalnych i 73 proc. prywatnych było opalanych paliwami stałymi! W 2012 r. mamy 64 proc. budynków opalanych gazem, 23 proc. ogrzewanych energią elektryczną i 1 proc. korzystających z węgla. Do 1995 roku zużycie węgla w całej Irlandii spadło o połowę.

Jak udało się to osiągnąć? Jak Dublin wprowadzał zakaz dla węgla?

– Było kilka kwestii, które o tym przesądziły. W 1982 roku doszło do tzw. epizodu smogowego: stężenie pyłów było bardzo wysokie, zmarło wielu ludzi. Mieszkańcy zaangażowani w walkę o czyste powietrze byli przekonani, że to właśnie węgiel odpowiada za te zgony. Przedstawiciele przemysłu węglowego uważali z kolei, że odpowiedzialne są za to głównie samochody.

Presja jednak szła z dwóch stron. Z jednej lokalne społeczności przekonywały, że nie da się w Dublinie żyć, oddychać. Z drugiej strony były naciski z Brukseli. Irlandia była beneficjentem unijnych pieniędzy i nie spełniała wymogów dotyczących norm jakości powietrza.

I wtedy zapadła radykalna decyzja?

– Nie od razu. W 1986 roku wprowadzono pilotażowy program, który umożliwiał mieszkańcom miasta korzystanie z węgla bezdymnego. To się nie sprawdziło, bo na składach można było kupić różne rodzaje węgla i ludzie wybierali tańszy. A władze nie miały możliwości sprawdzenia, kto czym pali. Ponadto dublińczycy narzekali, że węgiel bezdymny źle się rozpala i uszkadza urządzenia. Wtedy postanowiono szukać innych rozwiązań.

I wprowadzono zakaz stosowania węgla.

– Wprowadzono – na terenie miasta – zakaz sprzedaży węgla, a nie jego stosowania. To było możliwe prawnie i stosunkowo proste. Dublin miał trzech głównych dostawców węgla, którym odcięto możliwość handlu węglem. Mieszkańcy mieli więc do wyboru: wsiąść do samochodu i jechać dziesiątki kilometrów, by kupić dla siebie węgiel, albo zmienić sposób ogrzewania. Sensowniejsze było to drugie rozwiązanie. Dość szybko się przyjęło.

Nie było protestów? Obaw mieszkańców? Programu przejściowego i osłon dla mieszkańców?

– Ze strony mieszkańców niczego takiego nie było. Oczywiście, starsi ludzie obawiali się zmian, ale emeryci i bezrobotni w całej Irlandii dostawali zasiłki i trochę energii i gazu za darmo. W tym czasie rząd Irlandii zaczął też promować ogrzewanie gazowe i dopłacać do pieców, a później inwestować w termomodernizację i energetykę wiatrową. Ale nie było żadnego okresu przejściowego. Zakaz został uchwalony, wszedł w życie. Pierwszej zimy dublińczycy wykorzystywali jeszcze zapasy węgla z poprzedniej, ale w następnych latach już tych zapasów nie mieli.

To lepsze rozwiązanie niż to, które wprowadził Kraków, czyli zakaz stosowania węgla poprzedzony pięcioletnim okresem przejściowym?

– Przy tak wysokich stężeniach pyłu, jakie pojawiają się w Krakowie, pięć lat to długo, sądzę, że za długo. Efekty pojawią się bowiem najwcześniej za sześć lat. Poza tym musimy myśleć nie tylko o zanieczyszczeniu, ale też o globalnym ociepleniu. To są powody, które powinny wspierać radykalne decyzje i szybkie działanie dotyczące poprawy jakości powietrza. Potrzebne są też przejrzyste zasady związane z egzekucją. W Dublinie mieliśmy trzech dostawców węgla, których odcięliśmy od mieszkańców. W Krakowie to trudniejsze, bo egzekucja będzie dotyczyć mieszkańców rozproszonych w całym mieście.

Ale jest szansa, że się uda, bo sygnałem łamania prawa będzie dym unoszący się z komina. Wielu mieszkańców, nie tylko Krakowa, ma nadzieję, że śladem naszego miasta pójdą też inne. Jak w Irlandii, gdy po Dublinie zakaz sprzedaży węgla zaczęto wprowadzać w kolejnych miastach.

– W 1995 roku mieszkańcy Cork zaczęli domagać się takiego zakazu. W kolejnych miastach wprowadzono go w 1998, 2000, 2004, 2008 i 2013 roku. Dziś w ponad 20 miastach Irlandii obowiązuje zakaz.

W 2013 roku wprowadzono też zakaz stosowania węgla, bo mieszkańcy mniejszych miast jeździli na zakupy do miejscowości, w których zakazu handlu nie było. Teraz rząd analizuje możliwość wprowadzenia zakazu używania węgla w całej Irlandii, także w północnej części wyspy. To oczywiście trudne, bo Irlandia Północna zarządzana jest przez Wielką Brytanię i stamtąd właśnie pochodzi najwięcej węgla. Pod koniec roku będzie wiadomo, czy jest szansa na takie zapisy.

Dane dotyczące jakości powietrza i zdrowia mieszkańców pokazują, że warto?

– W każdym mieście, w którym wprowadzono zakaz, zanieczyszczenie powietrza spadło o ok. 50 proc. W Dublinie nawet o 70 proc. Umieralność z powodu schorzeń dróg oddechowych spadła w Dublinie o 17 proc., w Cork o 9 proc., w innych miastach o ok. 3 proc. Wizyty w szpitalach z powodu chorób układu krążenia spadły o 4 proc. Zmniejszyła się liczba przypadków astmy i obturacyjnej choroby płuc. Wprowadzenie zakazu ratuje życie około 360 osób rocznie.

Można to odnieść do Krakowa: każde obniżenie wartości PM 10 o 10 mikrogramów to spadek śmiertelności o 1 proc.

Mam nadzieję, że te dane przekonają do zakazu tych krakowian, którzy wciąż nie wierzą w to, jak bardzo emisja z pieców węglowych niszczy nasze zdrowie, i tych, którzy szukają przyczyny smogu w samochodach, przemyśle, ale nie w swoich piecach.

– W Irlandii przeprowadzono eksperyment w czterech miasteczkach, w których nie ma zakazu sprzedaży i stosowania węgla, ale nie ma też korków. Wyniki były zatrważające: powietrze w nich jest dużo bardziej zanieczyszczone niż w Dublinie, który jest metropolią z korkami i przemysłem, ale bez węgla.

*Prof. Patrick Goodman jest fizykiem atmosfery, profesorem Dublin Institute of Technology. Był ekspertem Światowej Organizacji Zdrowia, amerykańskiej Organizacji Ochrony Środowiska i Unii Europejskiej. W 2000 roku uzyskał tytuł doktora w Trinity College Dublin. Jego badania dotyczyły związków między zanieczyszczeniem powietrza a śmiertelnością w Dublinie w latach 1980 – 1998.

Źródło: krakow.gazeta.pl